wtorek, 16 lipca 2013
Rozdział 6
Przepraszam Was za tak długa przerwę w pisaniu. Dzisiejszy rozdział będzie dłuży, takie małe wynagrodzenie. Jak widzicie zmieniłam wygląd bloga. Podoba Wam się? Jest on zrobiony przezhttp://www.trouble-is-coming.blogspot.com/ Bardzo dziękuje wszystkim za ponad 20 komentarzy pod ostatnim postem i ponad 1000 wejść na mojego bloga. Rozdział dedykuję mojej niecierpliwej przyjaciółce Ani F. Dobra, nie będę tu wam dłużej truła. Zapraszam do czytania.
Pierwsze, co poczułam po przebudzeniu to okropny ból całego ciała. Ręce miałam związane sznurem i przywiązane do sufitu. Z moich nadgarstków powoli sączyła się krew, pokrywając nią całe ubranie, które zmieniło swój kolor na krwistoczerwony. Byłam strasznie wyczerpana. Rzucenie tylu zaklęć w jednym dniu pochłania strasznie, dużo energii. Dopiero po kilku minutach dotarło do mnie, że porwali mnie wrogowie naszej rasy. Zaczęłam obmyślać plan ucieczki z przyśpieszonym pulsem i szybko falującą klatką piersiową. Pewnie chcą mnie zabić. Co innego mogliby zemną zrobić? Nie przychodziło mi wtedy nic innego do głowy.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym przebywałam. Czarna cegła na ścianach, jak i podłodze, naprzeciwko wykonany z ciemnego drewna stół, a na nim lampa zastępująca światło planety niebieskiej ludzi i magów, a po prawej metalowe, masywne drzwi i ten okropny odór zgnilizny. W kranie Shadost istniało hebanowe słońce, które nie wyglądało jak gwiazda oświetlająca pozostałe dwa wymiary, było ono czarnym pentagramem. Ten pięciokąt gwiaździsty był stosowany w kulcie szatana, czyli cieni, nie sprzyjał pozostałym rasom i dobrym intencją.
W tym regionie panował mrok. Martwe rośliny i zwierzęta, które rozkładały się na coraz mniejsze części, aż w końcu zamieniały się w proch i niepamięć, natomiast w królestwie panował przepych. W środku budynku dominowało złoto, sztukateria*, bliki*, stiuki*, ornamenty* i iluzjonizm*. Uczyliśmy się tego kiedyś na WOCIE.
Powróciłam myślami do planu mojego ratunku. Może tych lin nie da się rozerwać, ale mogę spróbować skorzystać z czaru, mimo, że jestem bardzo wyczerpana. Nie poddam się tak łatwo!
Narracja trzecio osobowa
Czarnowłosy mężczyzna, ubrany na ten sam kolor, co jego włosy siedział na fotelu w pałacu flirtując z ładną blondynką o błękitnych oczach. Płomienie czerwonego ognia buchały w kominku dając przytulny klimat temu pomieszczeniu, a obrazy w złotych ramach, na których znajdowali się dostojni ludzie poważny. W jej spojrzeniu dało się wyczuć zafascynowanie jego postacią, a on chciał ją tylko wykorzystać, a potem, jak mu się znudzi, rzucić jak resztę kobiet, które się w nim zakochiwały.
-Witaj Chris, witaj Carmen. Synu, znalazłeś sobie kolejną zabaweczkę?- brunet o czarnych oczach z czerwonymi obwódkami i ostrymi rysami twarzy przerwał na chwilę wywód, aby napić się Burbona, którego nalał sobie przed chwilą do szklanki, następnie wznowił wypowiedź.- Nie tak Cię wychowywałem. Powinieneś teraz siedzieć i zajmować się polityką naszego państwa, albo się uczyć- powiedział złowrogo. Para odwróciła się napięcie w stronę Michaela. Miał on na sobie garnitur i czerwony krawat. Kobieta spłoszona przyjściem króla wyszeptała pożegnanie, skłoniła się i skierowała w stronę swojego pokoju.
-Witaj mój ukochany ojcze. Jak się dzisiaj miewasz?- chłopak blondynki odezwał się ironicznie i nalał sobie szklankę Wiski, wypijając od razu całą jej zawartość. Na twarz jego ojca wstąpiła złość i grymas. Mężczyźni stanęli naprzeciwko siebie. Cień pijący Burbon był o dobre trzydzieści centymetrów niższy od syna.
-Nie chce dzisiaj wszczynać kłótni, więc nie będę tego komentować. Chciałem Ci tylko powiedzieć, że masz się ubrać w garnitur i przyjść do sali balowej, na pokaz.
-Jaki pokaz? A tak, a propos jesteś śmieszny, jeżeli myślisz, że tak się ubiorę- zaśmiał się, rozsiadając się na miękkiej, czerwonej kanapie.
-Najlepszy pokaz w życiu całej naszej historii. Zetniemy głowę córeczki króla magów i jej macosze. Ahhhh, zapłacze się nam ten biedny James. Wiesz, co później się stanie? Uprzedzę Twoją odpowiedź. Ich królestwo pogrąży się w żałobie, a my w tedy napadniemy na nie i dołączymy do naszego. Genialny jestem. A przy okazji zapłacą za Twoje porwanie. Widzisz, jakiego masz inteligentnego ojca?- zadał pytanie retoryczne, założył rękę na rękę i uśmiechnął się promiennie do syna. On natomiast odpowiedział mu niemrawym uśmiechem. Król wyszedł kierując się w stronę sali balowej. Czarnowłosy siedział z zamyślonym wyrazem twarzy, nie wyglądał, jakby podziwiał plany ojca…
Megan
Wypowiedziałam chyba z milion zaklęć, ale wszystkie nie działały. Pewnie nałożyli tarczę ochronną, która blokowała moją moc. Próbowałam także uwolnić się innymi sposobami, ale nie miały one żadnych skuteczny rezultatów. Pozostało tylko czekanie na mój koniec. Chyba, że przyjedzie królewicz na białym koniu i uratuje mnie z opresji, niczym swoją księżniczkę. Boże, ja zaczynam bredzić. Może cienie palą jakąś marihuanę i mam odpały? Wszystko jest możliwe. Nigdy nie mów nigdy. Albo brak słońca tak na mnie działa. Poopalałabym się teraz. Jakaś taka blada jestem. Wiem, mam genialny pomysł. Jak przeżyję, to pójdę na solarium, albo nie wyjadę na Hawaje i wezmę kartę kredytową Jennifer! Z rozmyślań wyrwało mnie głośne skrzypnięcie drzwi. Weszło przez nie dwoje strażników. Poznałam to po broni palnej wsadzonej w kabury. Podeszli do mnie, odwiązali, spięli moje ręce kajdankami i trzymając mnie za ramiona wyprowadzili na korytarz, prowadząc w nieznanym mi kierunku. Szliśmy mrocznym korytarzem, a następnie po schodach. Jak się okazało naszym celem była sala balowa. W jednym momęcie się strasznie zszokowałam i zdenerwowałam. Cała sala była wypełniona gapiami w eleganckich strojach. Na samym środku stały dwa stoły, a na jednym z nich leżała moja macocha. Mężczyźni popchnęli mnie w stronę pustej ławy, na którym po chwili położyli mnie i przypięli. Chcą zrobić publiczną egzekucję!!! Zaczęłam ciężko oddychać. Słyszałam tylko jak wszyscy krzyczą, aby nas zabić. Po chwili wszedł król na taras widokowy i uciszył swój lud.
-Witam cały naród, na tej jakże pięknej uroczystości. Wreszcie nadszedł czas na przejęcie przez nas wszystkich wymiarów i rządzenie całym wszechświatem. Wiem, że cieszycie się razem ze mną. Dobrze, nie będę dłużej przeciągał mojej wypowiedzi. Zaczynamy pokaz!- wszyscy zaczęli bić brawo i gwizdać, oczywiście z wyjątkiem mnie i macochy. Wielki, umięśniony kat podszedł do Jennifer. Spojrzałam ostatni raz w jej błękitne, przestraszone oczy. Słyszałam tylko swój własny oddech.. Z ruchu warg jej ust zdążyłam wyczytać jeszcze trzy słowa ,,przepraszam’’ i ,,kocham Cię’’. Po chwili cień przejechał metalowym ostrzem po jej szyi. Głowa kobiety spadła na ziemię zostawiając krwawy ślad, a tłumy obserwujących tą sytuację zaczęło wiwatować. Pojedyncza, samotna łza spłynęła mi po policzku. Może jej nienawidziłam, ale nie mogłam znieść jej śmierci. Może gdzieś w środku się kochałyśmy, ale nie zdawałyśmy sobie z tego sprawy aż do teraz? Zaczęło zbierać mi się na płacz. Przygryzłam dolną wargę. Nie będę szlochać, nie pokarzę im, że jestem słaba. Mężczyzna podszedł do mnie i zawiesił w powietrzu broń.
-Kocham Cię Chris!- wykrzyczałam głucho w powietrze. Zamknęłam mocno oczy, aby już nigdy się nie obudzić. Głośny świst, ostatnie uderzenie serca, ostatni oddech, ostatnia myśl. Poczułam mocny powiew powietrza. Momentalnie otworzyłam oczy. Ujrzałam Chrisa rozrywającego liny i zrywającego mnie ze stołu z kamienia.
-Synu, co ty robisz?! Zostaniesz ścięty razem z nią!Straż, łapać ich!- jego ojciec zaczął się drzeć w niebo głosy. Wartownicy zaczęli nas atakować. Czarnowłosy rozpoczął walkę, a ja razem z nim.
-Adaros!- wykrzyczałam zaklęcie. Ogarnęło mnie wewnętrzne ciepło, napawając niezwyciężoną energią. Odniosłam wrażenie jakbym znajdowała się w raju. Poczułam bezkresne szczęście. Czerwone błyski wystrzeliły z moich rąk paląc osoby przede mną. Chris spojrzał się na mnie zszokowany. Nagle cienie zaczęły się oglądać panicznie dookoła.
-Użyłem iluzji. Nie widzą nas, ani nie słyszą. Choć! Musimy uciekać!- Chwycił mnie za rękę i poprowadził w stronę ogromnych, złotych drzwi, które prowadziły na dwór. Na zewnątrz panowała ciemność. Nasze oddechy zaczęły tworzyć białe obłoki w powietrzu, które było bardzo zimne aż kłuło w skórę. Zaczęliśmy biec w stronę czarnej, błyszczącej terenówki. Co chwila przewracałam się o jakiś wystający korzeń, ale chłopak zawsze złapał mnie w ostatniej chwili. On widział lepiej w niejasnościach ode mnie, więc nie miał problemu z potykaniem się. Wsiedliśmy do samochodu. Nagle znaleźliśmy się na pustej drodze, przy lesie.
-Gdzie my jesteśmy?- zapytałam, odwracając się w stronę kierowcy.
-W ludzkim wymiarze- odpowiedział przekręcając kluczyk w stacyjce i ruszając z miejsca z głośnym piskiem.
-Gdzie jedziemy?
-A, co? Gazetę piszesz?- uśmiechnął się ironicznie odwracając głowę w moją stronę.
-Patrz na drogę. A po za tym odpowiesz w końcu?- odpowiedziałam już wkurzona.
-Dobra, dobra tylko się nie wkurzaj, już nawet podrażnić się nie można. Jedziemy przed siebie. A po za tym mam podzielną uwagę. Mogę robić dwie rzeczy na raz, a nawet kilka, mała- już chciałam wszcząć kłótnie, aby nie mówił na mnie mała, ale zamknął mi usta soczystym pocałunkiem. Poczułam się, jak podczas naszego pierwszego pocałunku w dzień jego ucieczki. Po chwili oderwał się ode mnie. Zszokowana patrzyłam się na niego, myślałam, że będzie to trwało trochę dłużej.
-No, co się tak na mnie patrzysz? Jestem zmęczony wcieleniem w życie planu uratowania Cię- zaśmiałam się i dałam mu kuksańca w bok. Chris uśmiechnął się i chwycił mnie za rękę. On jest niemożliwy! Po chwili mina mi zrzedła.Moje szczęście rozpłynęło się w powietrzu, jakby go nigdy nie było. Straszne myśli napadły moją głowę.
-Coś się stało?- zapytał się marszcząc brwi.
-Wszyscy będą nas szukać. Kiedy mój ojciec dowie się, że jestem teraz z Tobą, to mnie zabije. Nie będę mogła nigdy zostać łowcą Twojej rasy. Będziemy się całą wieczność ukrywać. Ja nie chcę tak żyć!- zaczęłam coraz bardziej histeryzować i się popłakałam.- Po za tym Jennifer nie żyje. Wcześniej się nienawidziłyśmy, ale teraz… Ona powiedziała, że mnie kocha, a ja zrozumiałam, że nie była mi obojętna- Chris zatrzymał samochód i przytulił mnie do siebie.
-Szszsz. Twoja macocha jest teraz w lepszym świecie niż nasz, jest tam na pewno szczęśliwa. Wszystko się ułoży. Będziemy mogli żyć razem. Jeżeli chcesz- spojrzał się na mnie niepewnie.
-Myślisz, że Jennifer jest szczęśliwa?- chłopak pokiwał potakująco głową. Może faktycznie jest jej tam lepiej? Chłopak nieco mnie uspokoił, ale nie do końca. Postanowiłam dodać temat Jennifer do zakazanych. Po chwili wznowiłam wypowiedź.- Co do bycia razem. Chcę tego, tylko to będzie trudne do wykonania. Nasi ojcowie tego nie zaakceptują- zamknęłam oczy opierając się o Chrisa.
-Jeżeli zaakceptujesz to, że pewnie tam już nie wrócimy i nie będziesz mogła zostać łowcą, to pół drogi za nami. Co do naszych ojców, nigdy nas nie znajdą. Czy chcesz wrócić do domu? Zmyśliłabyś jakąś historię, o Twojej ucieczce i byłoby po sprawie- zaczął mnie głaskać po głowie.
-Mój dom jest teraz tam gdzie ty jesteś. Nie dam rady Cię teraz zostawić. Jesteś całym moim życiem. Tak, wiem gadam jak w jakimś tanim romansidle, ale tak jest. Po prostu Cię kocham- skradłam mu pocałunek. Uśmiechnął się do mnie szczerze. Jeszcze nigdy nie widziałam tego u niego. Zawsze był ironiczny. Teraz się czułam jak w książce ,,Romeo i Julia”. Jest jakieś podobieństwo. Dwa skłócone rody. Niedozwolona miłość. Mam nadzieję, że nasza historia nie skończy się śmiercią, tylko happy andem…
Jakby ktoś nie wiedział:
Sztukateria- http://pl.wikipedia.org/wiki/Sztukateria, tłumaczenie 1 bliki- http://pl.wikipedia.org/wiki/Blik,
Stiuki- http://pl.wikipedia.org/wiki/Stiuk, ornamenty- http://pl.wikipedia.org/wiki/Ornament_%28sztuka%29, iluzjonizm- http://pl.wikipedia.org/wiki/Iluzjonizm
I jak wrażenia? Mam nadzieję, że nie wyszłam z wprawy w pisaniu.
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA! :)
sobota, 29 czerwca 2013
Rozdział 5
Właśnie rozpoczęła się lekcja czarów. Siedzieliśmy wszyscy w pojedynczych ławkach, wsłuchując się w głos pani Grant. Tłumaczyła nam dzisiaj, jak zamienia się istotę żywą lub przedmiot w wybrane zwierze. Była to moja ulubiona lekcja. Najlepiej spośród całej klasy wykonywałam różne zaklęcia. Wcale się nie przechwalałam, to była prawda. Mi pierwszej wychodziły dane formuły czarodziejskie. Nie musiałam się męczyć, jak inni, próbując wykonać zaklęcie kilkadziesiąt razy. Bardzo się ucieszyłam, że przerabiamy dzisiaj ten temat. Może by tak przemienić Jennifer w ropuchę? Uśmiechnęłam się do siebie w myślach.
-Wykonujemy ręką owal w powietrzu i wypowiadamy: Etsunamis. Podczas zaklęcia trzeba się skupić na zwierzęciu, w które chcemy zamienić przedmiot lub istotę żyjącą. Oczywiście nie macie wykonywać tego zaklęcia dla żartów, na swoich rówieśnikach. Zrozumiano? Czy wszyscy wszystko wiedzą?- nauczycielka rozejrzała się po sali, w poszukiwaniu uniesionej ręki do góry.- No dobrze, rozpoczynamy ćwiczenia- pani Grant spojrzała się na mnie z uśmiechem. Była to bardzo miła, ładna, trzydziestoletnia kobieta. Zawsze podziwiała, że tak szybko umiem się uporać z danym zaklęciem. Mogłam z nią porozmawiać o wszystkim, nic przed nią nie ukrywałam. Czemu mój ojciec nie mógł jej wybrać na nową żonę? Gdyby ona była moją macochą bardzo bym się cieszyła. Dobra, koniec tych filozoficznych rozmyślań. Skupiłam się na mojej wewnętrznej magii i na pięknej nimfie wodnej. Spojrzałam na długopis leżący przede mną i rzuciłam na niego zaklęcie, posługując się instrukcjami nauczycielki. Z moich palców wystrzelił złoty pyłek, który uniósł się w powietrze. Po chwili przedmiot zamienił się w kobaltowego gołębia, którego otaczał koszyczek szafirowego ognia. W jednej chwili nimfa wzbiła się w powietrze i zaczęła latać po całej klasie. Wszyscy przypatrywali się jej lotowi. Była po prostu piękna i bardzo rzadka. Wyczarowanie jej jest bardzo trudne. Ale co to dla mnie? To tak samo jakbym wyczarowała zwykłego kanarka.
-Na co się tak patrzycie? Do roboty- wszyscy uczniowie wrócili z grymasem na twarzy do nieudolnych prób wykonania zaklęcia. Nauczycielka podeszła do mnie i pochyliła się lekko w moja stronę.
-Megan zgłosiłam Cię do konkursu czarodziejów. Mam nadzieje, że nie jesteś zła, ponieważ zrobiłam to bez Twojej zgody. Dziś był ostatni dzień zapisów, a jutro odbędzie się turniej. Nie możemy zaniedbywać takiego talentu, u ucznia- uśmiechnęła się do mnie promiennie. Spojrzałam się na nią zszokowana.
-Ale ja nic nie umiem na ten konkurs. Nie dostałam materiałów do przygotowania się. Nie wiem, jakie tam będą zaklęcia- zaczęłam mówić gorączkowo, marszcząc brwi.
-Megan, uspokój się- pani Grant uklękła obok mnie i położyła rękę na moim ramieniu.- Na konkursie będą te same zaklęcia, co się uczyliśmy. Musisz iść na te zawody, masz talent, nie możesz go zmarnować.
Może faktycznie powinnam iść? Na pewno będę coś umiała, skoro uczyliśmy się już tych zaklęć.
-Jak te zawody będą wyglądać?- zapytałam się nauczycielki, nieco uspokojona.
-Będziecie rzucać na siebie zaklęcia, ten, kto zemdleje przegrywa, a ten, kto go powalił wygrywa. Nie można oczywiście wykonywać zaklęć uśmiercających. Będzie dziesięć walk. Ostatnia jest decydująca o wygranej. Jest tylko jedno podium. Zwycięzca dostaje złoty puchar i jedzie na wycieczkę, do firmy produkującej magiczne eliksiry. Może wziąć ich ile chce, za darmo. To jak? Zgadzasz się?- spojrzała się na mnie z nadzieją wymalowaną na twarzy.
-Dobrze, ale następnym razem chcę wiedzieć wcześniej o takich zawodach.
-Ja sam dowiedziałam się o nich wczoraj. Jennifer nie przekazała mi informacji, że się odbędzie turniej, a mówiłam jej w tamtym roku, aby mnie poinformowała w tym, ponieważ to dla mnie ważne, bo chcę Ciebie zgłosić do tego konkursu. Ale trudno, każdy może zapomnieć- nauczycielka poklepała mnie jeszcze po ramieniu i odeszła. Ja przysięgam, że zabiję Jennifer! To ona to wszystko uknuła, pewnie jeszcze jej wredna mamuśka we wszystkim pomagała! Nie chciały, abym uczestniczyła w tym konkursie, bo gdybym wygrała stałabym się bardzo znana w świecie magów, ponieważ jest to konkurs całego naszego narodu! Ten pomysł zamienienia mojej macochy w ropuchę nie jest wcale taki zły, a jej rodzicielkę zamieniłabym w hienę. Jestem genialna! Przez dobry tydzień chodziłyby pod postacią tych zwierząt, albo i dłużej. Musiałabym jeszcze poczytać, czy mogłoby się stać coś dziecku Jennifer po wykonaniu tej formułki magicznej. W końcu nie jestem mordercą, nie chce przez przypadek zabić jej niemowlęcia, nawet jak jest jeszcze tylko płodem. Nagle zadzwonił dzwonek na przerwę, aż podskoczyłam ze strachu na krześle. Tak się zamyśliłam, że w ogóle nie zwracałam uwagi na otocznie. Zebrałam szybko swoje rzeczy i wyszłam z resztą uczniów na przerwę.
***
Siedziałam właśnie w moim pokoju odrabiając zadania domowe. Były takie nudne, że aż patrzeć na nie mogłam. Ale trudno obowiązek, to obowiązek. Nie chcę dostać jedynki. Nagle moją uwagę przykuła wodna nimfa, siedząca na dworze, na moim parapecie. Odłożyłam długopis, wstałam od biurka, podeszła do wielkiego okna i otworzyłam je. Ptak przechylił głowę, a po chwili wleciał do środka, zostawiając za sobą w powietrzu niebieską, błyszczącą ,,drogę''. Usiadł na oparciu krzesła i pochylił głowę, jak do głaskania. Podeszłam bardzo wolno do nimfy i wyciągnęłam w jej kierunku rękę. Trudno najwyżej odrąbie mi palce, ale czego się nie robi dla magii. Po chwili moja dłoń zetknęła się z jego błyszczącymi piórami. To było niezwykłe doświadczenie. Nimfy nigdy nie lubiły przebywać w pomieszczeniu z magami, a co dopiero nie dawały im się głaskać! Ptak miał bystre spojrzenie, tak jakby wszystko dookoła rozumiał. Z zamyślenia wyrwały mnie głośne krzyki pochodzące zza drzwi mojego pokoju. Nimfa zaskrzeczała głośno. Szybko wybiegłam z apartamentu, uwalniając przy tym zwierzę. Na korytarzu i w całej szkole panował istny szał i mordobicie. Cienie i magowie staczali krwawy pojedynek o śmierć i życie. Stałam jak słup soli, patrząc na walkę z ogromnym strachem. Co ja mam teraz zrobić?! Nagle ktoś od tyłu zaczął mnie dusić. Zaczynałam widzieć mroczki przed oczami i strasznie szybko słabłam. Szarpałam się, ale to nic nie dawało. Przede mną przeleciał niebieski płomień. Usłyszałam krzyk za sobą, a po chwili u mych stóp pojawiło się martwe ciało cienia, ze śladem pazurów. Nie mogłam w to uwierzyć! Nimfa mnie uratowała! Ptak zaskrzeczał i ruszył dalej rzucając się i rozszarpując napastników. Dobra, Megan ogarnij się. Nie możesz się tak łatwo dać zabić. Następny nieprzyjaciel uśmiechnął się ironicznie i rzucił się na mnie z celem zabicia.
-Artera!- wykrzyknęłam na cały głos zaklęcie. Z moich rak wystrzeliły czarne błyski. Po chwili ze wszystkich napastników na korytarzu pozostały tylko prochy. Nasi strażnicy spojrzeli na mnie zszokowani, a po chwili ruszyli ratować resztę naszego gatunku, a ja wraz z nimi. Nie mieli czasu, aby mnie odeskortować w bezpieczne miejsce, a mi to było na rękę. Chciałam pomóc i ratować magów.
***
Starcie trwało kilka godzin, a my nadal nie pozbyliśmy się wszystkich cieniów ze szkoły. Każdy miał ręce pełne roboty. Walczyłam teraz z grupką muskularnych mężczyzn. Jak myślą, że mnie pokonają tylko dlatego, bo mają mięśnie, to się mylą. Zastosowałam mój talent bólu, albo jak inni mówią śmierci. Napastnicy zaczęli się drzeć w niebo głosy trzymając się za głowę. Po chwili krzyki ucichły, a oni padli martwi na ziemię.Później rzucił mi się ktoś na plecy, ze skutkiem mojego upadku. Tarzałam się z oszalałą kobietą po podłodze. Uderzyła mnie w twarz. Bordowa krew popłynęła mi po policzku. Odwzajemniłam jej tym samym. Nimfa wodna przeleciała nad nami i rozszarpała ciało nieprzyjaciółki. Zepchnęłam ją z siebie gotowa do stoczenia następnej bitwy z przeciwnikiem. Nagle do mnie podbiegł mój ojciec. Boże, ale ja się ucieszyłam. Prawie, że wskoczyłam mu w ramiona. Przez całą wojnę nawet nie zastanawiałam się, co się dzieje z moimi bliskimi. Powinnam najpierw im nieść pomoc. Ojciec mnie mocno objął w pasie, chowając swoją twarz w moje włosy.
-Córeczko tak się cieszę, ze nic Ci nie jest- wyszeptał mi do ucha.
-Ja też się cieszę. Jennifer z matką żyje? A pani Grant, co z nią?- na nowo zaczęłam się denerwować.
-Nie obchodzi mnie to. Wiesz, co myślałem, że jesteś mniej naiwna, ale wygląda na to, że nie- wysyczał z ironicznym uśmiechem. Nagle mój ojciec zamienił się w cienia. Nie zdążyłam zareagować, bo mężczyzna zasłonił mi twarz ścierką z substancją usypiającą. Wpadłam w czarną otchłań. To już był koniec...
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA! :)
sobota, 22 czerwca 2013
Rozdział 4
Dziękuję wszystkim za czytanie i komentowanie mojego bloga. :)
Spałam, zatopiona w dużej ilości poduszek i puchatej kołdrze, zanim ktoś nie zaczął mnie budzić. A spało mi się tak dobrze.
-Megan! Wstawaj!- skupiłam się na głosie danej osoby, okazało się, że był to mój ojciec. Tata jeszcze mocniej zaczął mną potrząsać, za ramiona.
-Nie śpię…- odpowiedziałam na jego pobudkę. Otworzyłam lekko moje zaspane oczy i przetarłam je ścierpniętą ręką. Miałam sucho w gardle i byłam strasznie zmęczona, więc nie podobała mi się ta pobudka, wolałabym jeszcze trochę pospać. Po chwili dostrzegłam na jego twarzy niepokój i zdenerwowanie.
-Megan, cień uciekł. Strażnik wyszedł na chwilę, do toalety, a jak wrócił już go nie było. Od razu zostałem zawiadomiony, tak jak i strażnicy. Szukają teraz księcia po całej szkole. Myślimy, że cień jest w centrum szkoły, a nie w mieszkaniach uczniów. Masz uważać na siebie i nie wychodzić z pokoju. Każdy dostał taki rozkaz- patrzył się na mnie, w oczekiwaniu, na jakąś odpowiedź. Pokiwałam lekko głową, na znak, że zrozumiałam. Mężczyzna wyszedł szybkim chodem i zamknął za sobą drzwi. Spojrzałam na zegarek, który wyświetlał godzinę trzecią nad ranem. Powoli zaczęłam sobie wszystko przypominać. Ucieczka z Chrisem, impreza w klubie, masa alkoholu, tańce, moje zaśnięcie w jego ramionach… Boże! To wszystko moja wina! Nie powinnam tyle wypić! Wstałam szybko z łóżka, tak, aż zakręciło mi się w głowie. Mój ubiór z dyskoteki leżał solidnie poskładany na krześle. Przejrzałam się w oknie. Byłam przebrana w piżamę! On zmienił moje ubrania! Jak on śmiał, mnie dotknąć?! Byłam strasznie zdenerwowana. Jeżeli ktoś dowie się o mojej ucieczce, z nim? Albo, że w ogóle miałam z Chrisem dobre stosunki? Na pewno rada nie puści mi tego płazem. Pójdę do więzienia! Stracę moją przyszłą karierę, w świecie magów! Mój ojciec będzie mną zawiedziony! Na pewno cień zostawił na mnie jakieś dowody. Przecież ten gatunek jest zły, od zawsze. A ja głupia mu uwierzyłam! Czułam się zdradzona. Myślałam, że ja i Chris jesteśmy naprawdę przyjaciółmi. Kilka pojedynczych łez spłynęło po moich policzkach. Oparłam się jedną ręką, o moje biurko, bo zrobiło mi się słabo. Poczucie winy paliło mnie od środka, niszcząc wszystkie pozytywne uczucia, z wczorajszego wieczoru. Jestem skończona! Wolałabym, żeby cień mnie wczoraj zabił, niż wpakował w bałagan, w którym teraz siedzę. Cholera! Zrzuciłam wszystko z mojego biurka, zaczęłam niszczyć jego szkice, które dostałam w prezencie od niego. Osunęłam się po ścianie, zmęczona moim nagłym szałem. Teraz, tylko cicho szlochałam, tracąc nadzieję, na wyjście z tej sytuacji. To już koniec, mojego w miarę dobrego życia… Powtarzałam to ostatnie zdanie, przez kilka dobrych minut. Może jeszcze jest nadzieja? Może przyjdzie tu, aby zakończyć moje życie z uśmiechem na twarzy? Pomyślałam chwile o samobójstwie. Nie! Nie zrobię tego. Nie będę tchórzem. Odpowiem za wszystkie swoje błędy. Nie będę uciekać, przed odpowiedzialnością, za moje czyny. Nagle poczułam, jak ktoś gwałtownie podnosi mnie za szyję, z ziemi i przydusza do ściany. Tą osobą był Chris.
-Co? Przyszedłeś mnie zabić i dokończyć tą swoją intrygę, względem mnie?- wysyczałam mu prosto w twarz, dusząc się. Kiedy zauważył, że brakuje mi powietrza, to poluźnił uścisk. Spojrzałam hardo w jego czarne jak noc oczy, z czerwonymi, jak krew obwódkami. Wytarł lewą ręką kropelki wody z mojej twarzy. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
-Nie. To nie tak, jak wygląda- zaczął się tłumaczyć, ale mu przerwałam.
-Hmm. Czyli chcesz zrobić mi nadzieję, a potem zabić? Niezły pomysł, ale mnie już nie nabierzesz, na te Twoje gierki. Proszę, zabij mnie. Zrobisz mi przysługę- powiedziałam wyzywającym tonem, uśmiechając się kpiąco.
-Nikt tu nie będzie nikogo zabijał, mała. Nie pójdziesz do więzienia. Zatarłem wszystkie ślady. Nikt nie będzie Cię o nic podejrzewał- powiedział spokojnym tonem, przyglądając się dokładnie mojej twarzy.
-Tak, jasne i sprawa załatwiona. Myślisz, że masz mnie z głowy i tak łatwo uciekniesz? Hahah. W każdej chwili mogę Cię obezwładnić i zawołać strażników, Evans- zwróciłam się do niego po nazwisku.
-To, to zrób Daniels- zwrócił się do mnie, tak samo, jak ja do niego, przed chwilą. Znowu wszedł na jego twarz ten cwaniacki uśmieszek. Za chwilę mu go zetrę. Uśmiechnęłam się szeroko. Uderzyłam go z całej siły, z otwartej ręki w twarz.
-A to, za co?!- wyprostował się, jednocześnie rozmasowując swój czerwony policzek. Po chwili przycisnął mnie do ściany i uniósł moje ręce do góry, rozprostowując je ponad moją głową.
-Jak śmiałeś mnie przebrać?! W ogóle, co ty tu robisz, powinno Cię tu dawno nie być! Przecież Ci na mnie nie zależy, a ta cała przyjaźń to była cholerna intryga! Więc, nadal nie rozumiem, czemu ty tu jeszcze przebywasz?
-Wiesz, pomyślałem, że będzie Ci nie wygodnie spać w tych ubraniach, więc założyłem na Ciebie piżamę- uśmiechnął się. Po chwili jego uśmiech zamienił się w grymas.- To nie była żadna intryga. Nie nabierałem Cię, przez ten cały czas. To było prawdziwe. Szkoda mi było patrzeć na Ciebie i wiedzieć, że zaraz ucieknę. Ale pomyśl. Czy jakbyś była na moim miejscu, to nie skorzystałabyś z takiej okazji, powrotu, do swojej krainy?- zmarszczyłam brwi, skupiając się bardziej na słowach, które wypowiadał. Miał rację, ja też bym uciekła.- No właśnie. Dlatego mnie zrozum. Przyszedłem przed powrotem do mojego domu Ci to wytłumaczyć. Musisz mi uwierzyć. Chwile spędzone z Tobą, były najlepszymi chwilami mojego życia. Szczególnie impreza. Wiesz muszę powiedzieć, że bardzo podobała mi się ta Twoja czarna, koronkowa bielizna- zaśmiał się, mrugając do mnie jednym okiem. Ja natomiast kopnęłam go lekko stopą, w kolano.- Przyszedłem tu jeszcze żeby powiedzieć Ci, że…- zrobił pa łzę i wziął głęboki oddech.- Że Cię kocham- jego słowa były dla mnie, jak grom z jasnego nieba. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Nie wiem, kiedy Chris wpił się w moje usta, obejmując mnie w talii. Wsunęłam ręce w jego kruczoczarne włosy, z podwójną siłą odwzajemniając pocałunek. Nasze języki tańczyły szalony taniec. Jego dłonie wsunęły się pod moją bluzkę, zostawiając palące ślady, na mojej skórze. Nie wiem ile się tak całowaliśmy. Kilka sekund, minut, godzin? Czułam się, jak we śnie, pięknym śnie, mojej własnej, pięknej bajce. Moje tętno przyśpieszyło, wraz z oddechem, tak samo jak jego. Chciałam zostać w ramionach cienia na całą wieczność. Wolałabym, żeby został tu ze mną. Ale rozumiałam powody jego ucieczki, z tego miejsca. Myślałam, że dojdzie między nami do czegoś więcej, ale on po prostu rozpłynął się w powietrzu. Usłyszałam tylko za nim ciche słowo ,,Żegnaj” Osunęłam się znowu po ścianie, siadając na podłodze. Po chwili się uspokoiłam. Nadal byłam bardzo zszokowana. Dotknęłam moich opuchniętych ust, od pocałunku, uśmiechając się delikatnie. Byłam w tej chwili bardzo szczęśliwa, lecz po kilku minutach humor zepsuł mi się na nowo. Jego już tu nie ma. Znowu po moich policzkach zaczęły się staczać łzy smutku, ale z innego powodu. On nie wróci. Ta jedna myśl kotłowała mi się w głowie. Schowałam głowę w nogach, płacząc rzewnie. Nie pamiętam, żebym tyle razy, w jednym dniu kiedyś płakała, co dziś. Podniosłam się z ziemi, podchodząc bliżej mojego biurka. Podniosłam jeden z rysunków Chrisa. Przedstawiał on mnie, śpiącą na warcie. Wzięłam głęboki oddech, aby znowu się nie rozpłakać. Wzięłam wszystkie szkice mężczyzny z ziemi i zaczęłam je przyczepiać pineskami, do mojej tablicy korkowej, którą niedawno sobie zakupiłam. W jednej chwili zdałam sobie sprawę z tego, że się zakochałam w Chrisie. Tak, kocham go. Mimo, że jest gatunkiem walczącym, z naszą rasą. Moje serce rozpadło się, na milion kawałków, bo wiedziałam, że prawdopodobnie nigdy się już z nim nie zobaczę. Nigdy tak mnie nikt nie obchodził, jak on. Miałam mnóstwo chłopaków, ale żaden nie był taki jak cień. Był moją jedyną miłością. Czemu on nie może być magiem? Życie byłoby prostsze. Mogłabym zamienić się w jego gatunek, ale niechęcę zostawiać mojego dotychczasowego życia i pochłonąć się w mrok. Przypięłam ostatni obrazek i usiadłam na łóżku, dalej rozmyślając. Dostałam krótki telefon od ojca, który powiedział, że skończyły się poszukiwania i można już wychodzić z pokoi. Z szokiem stwierdziłam, że była już godzina w pół do ósmej. Podniosłam się powoli z łóżka, aby wziąć prysznic i się ubrać. I tak nie będę mogła już zasnąć. Tak jak, pomyślałam tak i zrobiłam. Ubrałam się w bluzkę na grubych ramiączkach z tygrysem, ciemnozielone rurki, czarne botki z białą lamówką i na szerokim obcasie. Zrobiłam sobie dziś delikatny makijaż. Wyszłam kierując się do stołówki, na śniadanie.
***
Szłam właśnie do biblioteki, aby wypożyczyć coś ciekawego do czytania. Wzdychnęłam głośno, pewnie i tak nie będę mogła skupić się na czytaniu książki, z powodu Chrisa. Czułam, jak łzy zaczęły mi się zbierać pod powiekami, do następnego płaczu. Ogarnij się Megan! Nie będziesz przecież publicznie płakać! Przechodziłam przez korytarz, kiedy nagle na kogoś wpadłam.
-Megan! Uważaj, jak chodzisz!- to była Jennifer.
-Co? Teraz naskarżysz mojemu tatuśkowi, że Cię może pobiłam?- uśmiechnęłam się pobłażaniem, zakładając rękę na rękę.
-Naprawdę, radzę Ci uważać z chodzeniem, jeszcze mojemu i Jamesa dzidziusiowi by się coś stało- pogłaskała się po brzuchu.
-Że, co?!- wyprowadziła mnie znowu z równowagi.
-To, co słyszałaś. Będziesz mieć siostrzyczkę, albo braciszka. Moja mama niedługo tu przyjedzie, z krainy ludzi. Tak, dokładnie to jutro. Pomoże mi się zaopiekować moim i Twojego ojca dzieckiem. Mam nadzieję, że przynajmniej przy Twoje babci, nie będziesz zachowywać się jak, jakiś niewychowany bachor - uśmiechnęła się do mnie sztucznie.
-Jedynym niewychowanym bachorem, jaki tu jest, to jesteś ty!- krzyknęłam na nią.
-Radzę Ci uważać na słowa dziecko, albo pożałujesz- syknęła na mnie.
-Ciekawe, co może zrobić mi ciężarna kobieta!
-Nic, ale James na pewno coś by mógł Ci zrobić, a teraz dowidzenia- posłała mi wredny uśmieszek i odeszła. Straciłam ochotę, na wypożyczenie książki, więc poszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Jej matka, na pewno jest taka sama, jak Jennifer. I to nie ma dwóch zdań. Jak, ja wytrzymam z dwoma ,,macochami'', pod jednym dachem?! To jest jakiś istny koszmar! I do tego będę mieć rodzeństwo! Pewnie to dziecko będzie takie wredne, jak Jennifer, chyba, że mi się poszczęści i będzie mieć charakter ojca. Już sobie to wszystko wyobrażam: ona będzie latać po sklepach, do fryzjera i tylko odpoczywać, a ja będę niańczyć jej dzieciaka. Ja chyba zaraz szału dostanę! Dłużej tu nie wytrzymam! Uspokoiłam się, po chwili. W mojej głowie została tylko jedna myśl, która odbijała się echem. Chris wróć do mnie…
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA! :)
Spałam, zatopiona w dużej ilości poduszek i puchatej kołdrze, zanim ktoś nie zaczął mnie budzić. A spało mi się tak dobrze.
-Megan! Wstawaj!- skupiłam się na głosie danej osoby, okazało się, że był to mój ojciec. Tata jeszcze mocniej zaczął mną potrząsać, za ramiona.
-Nie śpię…- odpowiedziałam na jego pobudkę. Otworzyłam lekko moje zaspane oczy i przetarłam je ścierpniętą ręką. Miałam sucho w gardle i byłam strasznie zmęczona, więc nie podobała mi się ta pobudka, wolałabym jeszcze trochę pospać. Po chwili dostrzegłam na jego twarzy niepokój i zdenerwowanie.
-Megan, cień uciekł. Strażnik wyszedł na chwilę, do toalety, a jak wrócił już go nie było. Od razu zostałem zawiadomiony, tak jak i strażnicy. Szukają teraz księcia po całej szkole. Myślimy, że cień jest w centrum szkoły, a nie w mieszkaniach uczniów. Masz uważać na siebie i nie wychodzić z pokoju. Każdy dostał taki rozkaz- patrzył się na mnie, w oczekiwaniu, na jakąś odpowiedź. Pokiwałam lekko głową, na znak, że zrozumiałam. Mężczyzna wyszedł szybkim chodem i zamknął za sobą drzwi. Spojrzałam na zegarek, który wyświetlał godzinę trzecią nad ranem. Powoli zaczęłam sobie wszystko przypominać. Ucieczka z Chrisem, impreza w klubie, masa alkoholu, tańce, moje zaśnięcie w jego ramionach… Boże! To wszystko moja wina! Nie powinnam tyle wypić! Wstałam szybko z łóżka, tak, aż zakręciło mi się w głowie. Mój ubiór z dyskoteki leżał solidnie poskładany na krześle. Przejrzałam się w oknie. Byłam przebrana w piżamę! On zmienił moje ubrania! Jak on śmiał, mnie dotknąć?! Byłam strasznie zdenerwowana. Jeżeli ktoś dowie się o mojej ucieczce, z nim? Albo, że w ogóle miałam z Chrisem dobre stosunki? Na pewno rada nie puści mi tego płazem. Pójdę do więzienia! Stracę moją przyszłą karierę, w świecie magów! Mój ojciec będzie mną zawiedziony! Na pewno cień zostawił na mnie jakieś dowody. Przecież ten gatunek jest zły, od zawsze. A ja głupia mu uwierzyłam! Czułam się zdradzona. Myślałam, że ja i Chris jesteśmy naprawdę przyjaciółmi. Kilka pojedynczych łez spłynęło po moich policzkach. Oparłam się jedną ręką, o moje biurko, bo zrobiło mi się słabo. Poczucie winy paliło mnie od środka, niszcząc wszystkie pozytywne uczucia, z wczorajszego wieczoru. Jestem skończona! Wolałabym, żeby cień mnie wczoraj zabił, niż wpakował w bałagan, w którym teraz siedzę. Cholera! Zrzuciłam wszystko z mojego biurka, zaczęłam niszczyć jego szkice, które dostałam w prezencie od niego. Osunęłam się po ścianie, zmęczona moim nagłym szałem. Teraz, tylko cicho szlochałam, tracąc nadzieję, na wyjście z tej sytuacji. To już koniec, mojego w miarę dobrego życia… Powtarzałam to ostatnie zdanie, przez kilka dobrych minut. Może jeszcze jest nadzieja? Może przyjdzie tu, aby zakończyć moje życie z uśmiechem na twarzy? Pomyślałam chwile o samobójstwie. Nie! Nie zrobię tego. Nie będę tchórzem. Odpowiem za wszystkie swoje błędy. Nie będę uciekać, przed odpowiedzialnością, za moje czyny. Nagle poczułam, jak ktoś gwałtownie podnosi mnie za szyję, z ziemi i przydusza do ściany. Tą osobą był Chris.
-Co? Przyszedłeś mnie zabić i dokończyć tą swoją intrygę, względem mnie?- wysyczałam mu prosto w twarz, dusząc się. Kiedy zauważył, że brakuje mi powietrza, to poluźnił uścisk. Spojrzałam hardo w jego czarne jak noc oczy, z czerwonymi, jak krew obwódkami. Wytarł lewą ręką kropelki wody z mojej twarzy. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
-Nie. To nie tak, jak wygląda- zaczął się tłumaczyć, ale mu przerwałam.
-Hmm. Czyli chcesz zrobić mi nadzieję, a potem zabić? Niezły pomysł, ale mnie już nie nabierzesz, na te Twoje gierki. Proszę, zabij mnie. Zrobisz mi przysługę- powiedziałam wyzywającym tonem, uśmiechając się kpiąco.
-Nikt tu nie będzie nikogo zabijał, mała. Nie pójdziesz do więzienia. Zatarłem wszystkie ślady. Nikt nie będzie Cię o nic podejrzewał- powiedział spokojnym tonem, przyglądając się dokładnie mojej twarzy.
-Tak, jasne i sprawa załatwiona. Myślisz, że masz mnie z głowy i tak łatwo uciekniesz? Hahah. W każdej chwili mogę Cię obezwładnić i zawołać strażników, Evans- zwróciłam się do niego po nazwisku.
-To, to zrób Daniels- zwrócił się do mnie, tak samo, jak ja do niego, przed chwilą. Znowu wszedł na jego twarz ten cwaniacki uśmieszek. Za chwilę mu go zetrę. Uśmiechnęłam się szeroko. Uderzyłam go z całej siły, z otwartej ręki w twarz.
-A to, za co?!- wyprostował się, jednocześnie rozmasowując swój czerwony policzek. Po chwili przycisnął mnie do ściany i uniósł moje ręce do góry, rozprostowując je ponad moją głową.
-Jak śmiałeś mnie przebrać?! W ogóle, co ty tu robisz, powinno Cię tu dawno nie być! Przecież Ci na mnie nie zależy, a ta cała przyjaźń to była cholerna intryga! Więc, nadal nie rozumiem, czemu ty tu jeszcze przebywasz?
-Wiesz, pomyślałem, że będzie Ci nie wygodnie spać w tych ubraniach, więc założyłem na Ciebie piżamę- uśmiechnął się. Po chwili jego uśmiech zamienił się w grymas.- To nie była żadna intryga. Nie nabierałem Cię, przez ten cały czas. To było prawdziwe. Szkoda mi było patrzeć na Ciebie i wiedzieć, że zaraz ucieknę. Ale pomyśl. Czy jakbyś była na moim miejscu, to nie skorzystałabyś z takiej okazji, powrotu, do swojej krainy?- zmarszczyłam brwi, skupiając się bardziej na słowach, które wypowiadał. Miał rację, ja też bym uciekła.- No właśnie. Dlatego mnie zrozum. Przyszedłem przed powrotem do mojego domu Ci to wytłumaczyć. Musisz mi uwierzyć. Chwile spędzone z Tobą, były najlepszymi chwilami mojego życia. Szczególnie impreza. Wiesz muszę powiedzieć, że bardzo podobała mi się ta Twoja czarna, koronkowa bielizna- zaśmiał się, mrugając do mnie jednym okiem. Ja natomiast kopnęłam go lekko stopą, w kolano.- Przyszedłem tu jeszcze żeby powiedzieć Ci, że…- zrobił pa łzę i wziął głęboki oddech.- Że Cię kocham- jego słowa były dla mnie, jak grom z jasnego nieba. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Nie wiem, kiedy Chris wpił się w moje usta, obejmując mnie w talii. Wsunęłam ręce w jego kruczoczarne włosy, z podwójną siłą odwzajemniając pocałunek. Nasze języki tańczyły szalony taniec. Jego dłonie wsunęły się pod moją bluzkę, zostawiając palące ślady, na mojej skórze. Nie wiem ile się tak całowaliśmy. Kilka sekund, minut, godzin? Czułam się, jak we śnie, pięknym śnie, mojej własnej, pięknej bajce. Moje tętno przyśpieszyło, wraz z oddechem, tak samo jak jego. Chciałam zostać w ramionach cienia na całą wieczność. Wolałabym, żeby został tu ze mną. Ale rozumiałam powody jego ucieczki, z tego miejsca. Myślałam, że dojdzie między nami do czegoś więcej, ale on po prostu rozpłynął się w powietrzu. Usłyszałam tylko za nim ciche słowo ,,Żegnaj” Osunęłam się znowu po ścianie, siadając na podłodze. Po chwili się uspokoiłam. Nadal byłam bardzo zszokowana. Dotknęłam moich opuchniętych ust, od pocałunku, uśmiechając się delikatnie. Byłam w tej chwili bardzo szczęśliwa, lecz po kilku minutach humor zepsuł mi się na nowo. Jego już tu nie ma. Znowu po moich policzkach zaczęły się staczać łzy smutku, ale z innego powodu. On nie wróci. Ta jedna myśl kotłowała mi się w głowie. Schowałam głowę w nogach, płacząc rzewnie. Nie pamiętam, żebym tyle razy, w jednym dniu kiedyś płakała, co dziś. Podniosłam się z ziemi, podchodząc bliżej mojego biurka. Podniosłam jeden z rysunków Chrisa. Przedstawiał on mnie, śpiącą na warcie. Wzięłam głęboki oddech, aby znowu się nie rozpłakać. Wzięłam wszystkie szkice mężczyzny z ziemi i zaczęłam je przyczepiać pineskami, do mojej tablicy korkowej, którą niedawno sobie zakupiłam. W jednej chwili zdałam sobie sprawę z tego, że się zakochałam w Chrisie. Tak, kocham go. Mimo, że jest gatunkiem walczącym, z naszą rasą. Moje serce rozpadło się, na milion kawałków, bo wiedziałam, że prawdopodobnie nigdy się już z nim nie zobaczę. Nigdy tak mnie nikt nie obchodził, jak on. Miałam mnóstwo chłopaków, ale żaden nie był taki jak cień. Był moją jedyną miłością. Czemu on nie może być magiem? Życie byłoby prostsze. Mogłabym zamienić się w jego gatunek, ale niechęcę zostawiać mojego dotychczasowego życia i pochłonąć się w mrok. Przypięłam ostatni obrazek i usiadłam na łóżku, dalej rozmyślając. Dostałam krótki telefon od ojca, który powiedział, że skończyły się poszukiwania i można już wychodzić z pokoi. Z szokiem stwierdziłam, że była już godzina w pół do ósmej. Podniosłam się powoli z łóżka, aby wziąć prysznic i się ubrać. I tak nie będę mogła już zasnąć. Tak jak, pomyślałam tak i zrobiłam. Ubrałam się w bluzkę na grubych ramiączkach z tygrysem, ciemnozielone rurki, czarne botki z białą lamówką i na szerokim obcasie. Zrobiłam sobie dziś delikatny makijaż. Wyszłam kierując się do stołówki, na śniadanie.
***
Szłam właśnie do biblioteki, aby wypożyczyć coś ciekawego do czytania. Wzdychnęłam głośno, pewnie i tak nie będę mogła skupić się na czytaniu książki, z powodu Chrisa. Czułam, jak łzy zaczęły mi się zbierać pod powiekami, do następnego płaczu. Ogarnij się Megan! Nie będziesz przecież publicznie płakać! Przechodziłam przez korytarz, kiedy nagle na kogoś wpadłam.
-Megan! Uważaj, jak chodzisz!- to była Jennifer.
-Co? Teraz naskarżysz mojemu tatuśkowi, że Cię może pobiłam?- uśmiechnęłam się pobłażaniem, zakładając rękę na rękę.
-Naprawdę, radzę Ci uważać z chodzeniem, jeszcze mojemu i Jamesa dzidziusiowi by się coś stało- pogłaskała się po brzuchu.
-Że, co?!- wyprowadziła mnie znowu z równowagi.
-To, co słyszałaś. Będziesz mieć siostrzyczkę, albo braciszka. Moja mama niedługo tu przyjedzie, z krainy ludzi. Tak, dokładnie to jutro. Pomoże mi się zaopiekować moim i Twojego ojca dzieckiem. Mam nadzieję, że przynajmniej przy Twoje babci, nie będziesz zachowywać się jak, jakiś niewychowany bachor - uśmiechnęła się do mnie sztucznie.
-Jedynym niewychowanym bachorem, jaki tu jest, to jesteś ty!- krzyknęłam na nią.
-Radzę Ci uważać na słowa dziecko, albo pożałujesz- syknęła na mnie.
-Ciekawe, co może zrobić mi ciężarna kobieta!
-Nic, ale James na pewno coś by mógł Ci zrobić, a teraz dowidzenia- posłała mi wredny uśmieszek i odeszła. Straciłam ochotę, na wypożyczenie książki, więc poszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Jej matka, na pewno jest taka sama, jak Jennifer. I to nie ma dwóch zdań. Jak, ja wytrzymam z dwoma ,,macochami'', pod jednym dachem?! To jest jakiś istny koszmar! I do tego będę mieć rodzeństwo! Pewnie to dziecko będzie takie wredne, jak Jennifer, chyba, że mi się poszczęści i będzie mieć charakter ojca. Już sobie to wszystko wyobrażam: ona będzie latać po sklepach, do fryzjera i tylko odpoczywać, a ja będę niańczyć jej dzieciaka. Ja chyba zaraz szału dostanę! Dłużej tu nie wytrzymam! Uspokoiłam się, po chwili. W mojej głowie została tylko jedna myśl, która odbijała się echem. Chris wróć do mnie…
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)